Spoko Maroko

20141006_104431

Maroko to nasz najdłuższy wspólny wyjazd. Pełne 14 dni i zwiedzone większość kraju – południe, centralna i zachodnia część. Nie udało nam się dotrzeć na północ, więc Tanger i okolice pozostają przez nas wciąż niezbadane.

Z racji tego, że poznaliśmy i zobaczyliśmy wiele – podzieliliśmy relacje z tego kraju na trzy posty – dwa opisy miast, w których byliśmy i wyprawa w góry Atlas. Na pierwszy rzut idą marokańskie miasta w kolejności, w jakiej je zobaczyliśmy.

Agadir

Niewiele mamy do powiedzenia na jego temat. To nadmorskie, nastawione na europejskich turystów miasto. Dla miłośników leżenia na plaży i popijania drinków. Dzięki wietrznemu klimatowi to dobry punkt do surfowania.

Marrakesz

Niezwykły, fascynujący, zatłoczony, egzotyczny i afrykański, a z czasem nawet trochę męczący. Spędziliśmy tam cztery dni. Marrakesz dzieli się na dwie części – nową i starszą, czyli medynę. To, co najciekawsze, mieści się właśnie tam.

Miejsca w Marrakeszu

Riad Picolina – riady to dawne kamienice mieszkalne, które zostały przerobione na budynki z pokojami do wynajęcia. Nasz mieścił się w medynie, w okolicy lokalnych Suków i meczetu. Miał (wciąż pewnie ma) pięć pokoi, każdy z prywatną łazienką. Na dachu znajduje się taras, z którego widać miasto. To niesamowicie klimatyczne miejsce, urządzone w marokańskim stylu z pysznymi śniadaniami, które można jeść tu na dziedzińcu lub tarasie. W riadzie pracowali niezwykle mili ludzie, którzy nie tylko doradzili co zwiedzić, gdzie nie chodzić i na co uważać, ale też spędzili z nami przemiły wieczór na tarasie opowiadając o swoim kraju. Ciekawostką, niekoniecznie pozytywną, jest brak drzwi do toalety w naszym pokoju (udało nam się zajrzeć do jeszcze jednego – drzwi również brak). Ogranicza to nieco prywatność 🙂 56, Derb Sidi Lahcen ou Ali Bab Doukala . Musimy uprzedzić – ciężko tam trafić za pierwszym razem.

Jemaa El Fna – główny plac starej części miasta, wpisany na listę zabytków niematerialnych UNESCO (ponoć kategoria ta powstała specjalnie z myślą o nim). Najbardziej niesamowite miejsce, jakie widzieliśmy. Cokolwiek sobie wyobrazicie – jest tam. Chcecie zobaczyć tańczącego koguta, zrobić tatuaż, wyrwać zęba, posłuchać filozoficznych wywodów – zapraszamy na Jemaa El Fna. W dzień świeci pustkami, nocą ożywa i przyciąga tłumy. Radzimy tam uważać na zawartość plecaka/torebki.

Cafe de France – kawiarnia/restauracja mieszcząca się tuż przy Jemaa El Fna. Jej największym atutem jest duży taras ze świetnym widokiem na plac. Polecamy wybrać się tam zwłaszcza wieczorem, jeśli nie na kolację, to po prostu na marokańską herbatę. Rue des Banques

Suk – czyli marokański bazar. Kolorowy, pachnący (nie zawsze zachęcająco) i głośny. Znajdziecie tam niezliczone ilości przypraw, owoców, mięs, a także ciekawą biżuterię, garnki, piękne torby oraz plecaki. Zauważyliśmy dwa rodzaje Suków. Na tym zrobionym pod turystów, co chwilę będą was nawoływać i namawiać do zakupów. Nasz riad mieścił się przy suku dla lokalsów, co można było poznać po tym, że nie byliśmy tak nagabywani przez kupców, jak na suku turystycznym. Łatwiej więc było znaleźć coś naprawdę ciekawego nie słysząc co chwilę nad uchem – „come here, my friend!” Dwie sprawy – na pewno słyszeliście, że w Maroku trzeba negocjować ceny. My też słyszeliśmy, ale negocjatorzy z nas tak słabi, że żadnych rad udzielać nie będziemy. Druga rzecz to ruch uliczny. Suki mieszczą się często w naprawdę wąskich uliczkach. Myślicie, że nie jeżdżą tam rowery, skutery, auta czy osły? Mylicie się! Jeżdżą i niespecjalnie przejmują się pieszymi. Także polecamy mieć oczy dookoła głowy i ćwiczyć szybkie uskoki w bok. Nie podajemy adresów, bo Suków jest tak wiele, że chcąc nie chcąc na pewno na jakiś traficie.

Jedzenie

Marokańska herbata – najlepsza jaką piliśmy. Z gałązkami mięty i dużą ilością cukru. Wypiliśmy wiele litrów. Polecamy!

Tadżin – tradycyjna marokańska potrawa. Przyrządzana w jednym garnku (od którego pochodzi nazwa), koncepcją często przypomina nieco gulasz. Próbowaliśmy tadżinu rybnego, wegetariańskiego, z cielęciną, ale największym zaskoczeniem był tadżin z kurczakiem i cytrusami. Pycha!

Sałatka marokańska – świeże pomidory, ogórki, sałata, oliwa, jajko, sól i pieprz – prosta i pyszna, w sam raz na początek obiadu

Alkohol – trudno dostępny, w pojedynczych barach i w supermarketach. Warto zapytać w hotelu/radzie. My kupowaliśmy lokalne piwo Casablanca, dość drogie.

Sok z pomarańczy – świeżo wyciskany, od ulicznych sprzedawców, tani i pyszny.

Porady praktyczne

Naciągacze – my spotkaliśmy ich już po 15 minutach pobytu w Marrakeszu. Nie mogliśmy znaleźć naszego noclegu. Pomoc zaoferował nam młody chłopak. Faktycznie, po ok 3 minutach byliśmy na miejscu. Okazało się jednak, że nie pomógł nam z dobrego serca – chciał za przysługę 50 dirhamów. My nie chcieliśmy tyle dać, zrobiło się nieprzyjemnie. Także uważajcie. Marokańczycy nie zawsze pomagają za darmo! Dodatkowo mogą stosować jeszcze jeden fortel. Nie wierzcie, kiedy mówią, że jakiś zabytek akurat dzisiaj jest zamknięty, ale oni znają inne świetne miejsce, do którego możecie się udać.

Trzeba jednak przyznać, że bezinteresowna życzliwość też jest częsta, nawet częstsza niż w Polsce. Doświadczyliśmy jej wiele razy.

Język – bardzo popularny jest język francuski. Jeśli go znacie, dogadacie się z większością mieszkańców.

Pora odwiedzin – my byliśmy w Maroku w pierwszej połowie października. Wydaje się to idealną porą – nie ma już największych upałów, choć temperatury w dzień np. w Marrakeszu przypominają polski lipiec-sierpień, nie ma już tłumów turystów.

Problemy żołądkowe – mogą się zdarzyć, ponieważ Maroko ma inną florę bakteryjną. Trzeba być przygotowanym:)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s