Gaumardżos, czyli na zdrowie!

klasztor Gelati

Ten post będzie o Gruzji, którą wraz z dwójką przyjaciół zwiedzaliśmy latem 2013 roku. Byliśmy tam tydzień i mimo że to zdecydowanie zbyt mało czasu, żeby zobaczyć wszystko, co warte jest zobaczenia – udało nam się całkiem dużo pozwiedzać. Kraj jest niesamowicie zróżnicowany – na terenie raptem trzy razy większym od Dolnego Śląska mieszczą się cztery strefy klimatyczne, a każdy region ma inną kuchnię i tradycję.

Gruzja była jednym z top miejsc do zobaczenia dla Pawła. Marta nie była przekonana. Do czasu, aż przeczytała książkę Anny i Marcina Mellerów – „Gaumardżos”. Zafascynował ją opisany klimat, ludzie i jedzenie. Więc zarezerwowaliśmy bilety i w lipcu 2013 wylądowaliśmy w Kutaisi.

Tę notkę zilustrowaliśmy świetnymi zdjęciami Adama. To właśnie z nim i jego żoną Dominiką podróżowaliśmy po Gruzji.

Kutaisi

Miasto przemysłowe, w którym nie zabawiliśmy zbyt długo. Od razu z lotniska pojechaliśmy do stolicy. Przed powrotem odwiedziliśmy wpisany na listę UNESCO monastyr Gelati niedaleko miasta – robił wrażenie.

Tbilisi i okolice

Do stolicy Gruzji wyruszyliśmy bez konkretnego planu działania. Chcieliśmy poczuć atmosferę miasta, zajrzeć w każdy możliwy zaułek i zjeść tyle gruzińskiego jedzenia ile się da. Możemy śmiało powiedzieć, że się udało.

Miejsca w Tbilisi

Lucky Hostel – W Tbilisi spędziliśmy trzy noce, dwie z nich w hostelu prowadzonym przez przemiłe małżeństwo Egipcjan. Hostel oferuje zarówno dwójki jak i wieloosobowe pokoje. Nam trafiła się dwójka z prywatną łazienką wielkości szafy:) Miejsce jest dobrze położone – zaledwie 10 min. spacerem do Placu Wolności. Czynnik, który sprawił, że polecamy ten nocleg to atmosfera hostelu. Właściciele są naprawdę przemili. Lubią rozmawiać i opowiadać o sobie, a wieczorem częstują czaczą domowej roboty. Machabeli 2/4

Restauracja Racha – tej restauracji nie znaleźlibyśmy, gdyby nie dokładne wskazówki znajomej, która przed nami odwiedziła Gruzję. Ominąłby nas najlepszy gruziński obiad , jaki jedliśmy. Miejsce nie ma wyraźnego szyldu i, szczerze mówiąc, z zewnątrz nie wygląda zachęcająco. We wnętrzu mamy do dyspozycji duże stoły, które zachęcają do biesiad w większym gronie. Nie ma menu. Swój przyszły obiad goście wybierają spośród dań, które leżą w wystawione w przeszklonej lodówce. Oczekiwanie chwilę trwa, ponieważ dania są przygotowywane na miejscu. Postanowiliśmy zamówić różne pozycje, żebyśmy mogli spróbować jak najwięcej smaków. Za cały stół zastawiony przeróżnymi potrawami (m.in. jadalnymi kwiatami) oraz dzban wina zapłaciliśmy naprawdę niewiele (jakieś 50zł za sześć osób!). Polecamy! 6/20 Lermontov

Wzgórza nad Tbilisi i pomnik Matki Gruzji – można wjechać kolejką gondolową na wzgórza górujące nad miastem. A tam – piękne widoki. W bonusie kontrast między nowoczesną kolejką a zapuszczonymi XIX-wiecznymi kamienicami.

Wycieczka do Dżwari i Mcchety – wybraliśmy się na kilkugodzinną wycieczkę taksówką – w cztery osoby bardzo się opłaca – i pojechaliśmy do klasztoru Dżwari i pierwszej stolicy Gruzji, Mcchety, której całe centrum jest wpisane na listę Unesco. W Gruzji czuć historię na każdym kroku. Najstarsze zabytki sięgają czasów rzymskich, a w co drugiej miejscowości znajdzie się tysiącletni kościół, zamek lub most.

Gruzińska Droga Wojenna i Stepancminda (Kazbega) – całodzienna wyprawa taksówką (ten środek transportu miał naprawdę wiele zalet – więcej o tym niżej). Jechaliśmy przez Kaukaz Wysoki z zapierającymi dech w piersiach widokami, aż dotarliśmy do Stepancmindy, u stóp pięciotysięczników. Stamtąd weszliśmy pod klasztor Cminda Sameba, widoki były fantastyczne. Wejście i zejście zajęło nam 4-5 godzin, powrót tą samą taksówkę.

Wardżia – miasto wykute w skale, w którym niegdyś mieszkało dziesięć tysięcy ludzi. Dziesięć poziomów korytarzy i komnat, do tego tysiącletnie freski w skalnym kościele.

Batumi

Nasz przedostatni przystanek przed wylotem. Jest to dosyć zaskakujące, pełne kontrastów miasto. O ile w Tbilisi możecie zobaczyć zniszczone budynki i podwórka w pewnych częściach miasta a reprezentacyjne partie w innych – w Batumi totalnie zniszczone i zaniedbane domy sąsiadują z pięciogwiazdkowymi hotelami.

Hotel Amiran– nocleg o najlepszym standardzie, jaki udało nam się znaleźć w Gruzji. Mieszkaliśmy w bardzo przestronnym, ładnie urządzonym apartamencie z łazienką i klimatyzacją. W cenie było również całkiem smaczne śniadanie. Plus – około 10 minut spacerem do morza. Wszystko to w naprawdę niewysokiej cenie. Mazniashvili 3

Gruzińska jadłodajnia – kolejny punkt obowiązkowy. Tak jak w przypadku knajpy w Tbilisi – bez dokładnego adresu nie trafilibyśmy tam. Raczej ciężko zauważyć to miejsce z ulicy. Jednak naprawdę warto. Dobre jedzenie, pyszne wino i przemiła właścicielka. Ceny również bardzo przyjemne. Ul. Gorgiladze 20 (wejście od podwórka)

Restauracja na drzewie – nie wiemy, gdzie to jest dokładnie, bo poprosiliśmy taksówkarza o zawiezienie nas do tysiącletniego kamiennego mostu z przewodnika (a są dwa, ok. 20 km od Batumi). Most był w naprawdę dobrym stanie, ale zaraz koło niego znajdowała się restauracja umiejscowiona w altankach na kilku drzewach – my siedliśmy w jednej nad samą rzeką i mieliśmy widok na wodospad. Było to najbardziej idylliczne i relaksujące miejsce, w jakim w życiu byliśmy.

Jedzenie

Chaczapuri – placek zapiekany z gruzińskim, słonawym serem. Bardzo dobry i sycący. Polecamy zwłaszcza wersję Chaczapuri adżaruli – z surowym jajkiem na wierzchu:)

Lawasz – gruziński chleb o wyglądzie płaskiego placka. Ten prosto z piekarni, jeszcze ciepły, to najsmaczniejsza rzecz w Gruzji (naszym zdaniem, oczywiście).

Chinkali (khinkali) – pierożki z mięsem, przyprawami i bulionem z tego mięsa. Należy je jeść w specyficzny sposób – nadgryźć z boku, wypić rosół i dopiero potem zabrać się za resztę pieroga. Dużo naczytaliśmy się o tym daniu. Chyba zbyt dużo, bo nie przypadło nam jakoś bardzo do gustu.

Wino – gruzińskie wino domowej roboty to najlepsze wino, jakie piliśmy do tej pory!

Czacza – wódka z winogron. Ostrzegamy – bardzo mocna!

Mtsvadi – przepyszne szaszłyki, tradycyjnie robione z jagnięciny. Mięso do tych szaszłyków jest wcześniej długo marynowane, dzięki czemu w smaku są naprawdę świetne. Zdecydowanie polecamy!

Czurczela – gruzińskie słodycze, wyglądem przypominające kiełbasę. Albo świeczkę. Robi się je tak – na patyk nabija się orzechy włoskie i macza w słodko – kwaśnej masie. Na nas niestety nie zrobiły najlepszego wrażenia smakowego.

Kolendra – nie wiemy, o co chodzi, ale ona jest wszędzie! Czasami nie widać na talerzu nic oprócz kolendry, ponieważ potrawa jest nią całkowicie pokryta. Nie jesteśmy jej fanami, zwłaszcza Marta.

Transport

Marszrutki – to coś na kształt małego busa. Nie ma dokładnych rozkładów jazdy. Kierowca zwykle czeka, aż wszystkie miejsc będą zapełnione. To dosyć tania i praktyczna forma podróżowania po tym kraju.

Taksówki – bardzo polecamy, zwłaszcza jeśli jedziecie większą grupą. My przemieszczaliśmy się w ten sposób przez trzy dni i z finansowego punktu widzenia zdecydowanie się opłacało (zapłaciliśmy 150 lari za całodzienną wycieczkę, a przejazd marszrutką dla czterech osób w jedną stronę kosztował 120 lari). Zresztą, nie tylko z finansowego. Nasz pan taksówkarz, którego imienia nie pamiętamy, ale wciąż mamy jego numer telefonu, okazał się cudownym człowiekiem. Wiózł nas m.in. w Kaukaz wysoki i do Wardżii. Kiedy wyruszyliśmy z nim w Kaukaz, zatrzymał się zaraz za Tbilisi, wyszedł na chwilę i wrócił z kilkoma gorącymi lawaszami. Z bagażnika wyjął czaczę, wino własnej roboty i wszystko to wręczył nam. Musimy przyznać, że nigdy wcześniej i nigdy później nie jechało nam się tak przyjemnie:) Dodatkowo zatrzymywał się po drodze, chcąc pokazać nam interesujące miejsca, cierpliwie czekał aż wejdziemy i zejdziemy z Cminda Sameba (prawie 5h!), a na koniec naszej wspólnej przygody załatwił nam u kolegi transport do Batumi. Kochany człowiek (pamiętajcie, mamy do niego być może wciąż aktualny numer!).

Informacje praktyczne

NIE wypożyczajcie samochodu – wypożyczenie auta to był nasz pierwotny plan i na nasze szczęście nie zrealizowaliśmy go. Wam też odradzamy. Gruzini jeżdżą jak szaleni. Nie przesadzamy. Dla nich przepisy i znaki drogowe to jedynie sugestia, którą nie warto się przejmować. Wyprzedzanie na trzeciego na drodze bez pobocza to normalny widok. Podczas jazdy marszrutką zamykaliśmy oczy na niektórych odcinkach. Dodatkowo zza niemal każdego zakrętu wyłaniało się stawo krów, które leżały na drodze ignorując zupełnie jeżdżące auta. Chcemy zaznaczyć, że nie mieliśmy żadnego wypadku, jednak wydaje nam się, że polscy kierowcy nie są przygotowani na drogowe szaleństwa Gruzinów.

Problemy żołądkowe – mogą wystąpić. Radzimy nie jeść surowych warzyw i owoców przynajmniej przez pierwsze dnia. Dajcie żołądkowi szansę przyzwyczaić się do tamtejszej flory bakteryjnej. I weźcie jakieś leki:)

Język – na pewno spotkacie Gruzinów mówiących po angielsku. Jednak język, który na pewno zrozumie większość ludzi, to rosyjski. Warto nauczyć się kilku podstawowych zwrotów.

Taksówki – jak już wcześniej wspominaliśmy – polecamy. Polecamy również uzgodnić cenę zanim wsiądziecie do pojazdu!

Obuwie na plaże – plaże w Batumi są kamieniste, dlatego też polecamy zaopatrzyć się w może mało urodziwe, ale zdecydowanie ułatwiające życie buty na plażę.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Gaumardżos, czyli na zdrowie!

  1. Pingback: Inne miejsca na upały | Inne miejsca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s