Peru po raz czwarty –Machu Picchu

Machu Picchu

Zobaczenie Machu Picchu było dziecięcym marzeniem, które udało nam się spełnić. Wiemy, że to bardzo turystyczne miejsce, że są już odkryte inne, równie tajemnicze ruiny.  Jednak minusem krótkiego, 2-, 3-tygodniowego urlopu jest to, że nie można zobaczyć wszystkiego. Trzeba wybierać. My wybraliśmy Machu Picchu i byliśmy zachwyceni.  Ale od początku.

Pozycja startowa

Swoją podróż zaczęliśmy w Cuzco. Stamtąd rozpoczynają się chyba wszystkie wyprawy na Machu Picchu, zarówno te trekkingowi jak i kolejowe (nie prowadzi tam żadna droga). Z różnych względów, m.in. finansowych i czasowych, wybraliśmy podróż busem (pociąg jest niezwykle drogą opcją). Tutaj krótka dygresja na temat poczucia czasu Peruwiańczyków. Nasz transport załatwiliśmy przez hostel, w którym się zatrzymaliśmy. Usłyszeliśmy, że punkt 7 musimy być przed budynkiem. Byliśmy. Punkt 7.15 przyszedł po nas miły pan, który powiedział, że musimy iść na Plaza de Armas, gdyż bus jest stamtąd. O 7.30 przyszedł kolejny pan, który zaprowadził nas na kolejny plac. O 8.15 przyjechał busJ Pomyślicie teraz, że wsiedliśmy grzecznie i odjechaliśmy w stronę Machu Picchu. Otóż nie. Najpierw jeszcze pojechaliśmy na stację benzynową, aby kierowca mógł zrobić przegląd auta i zatankować bak (dygresja w dygresji – bus był tankowany z włączonym silnikiem i pasażerami w środku, a po zapełnieniu baku pracownica stacji oparła się o auto, rozbujała je lekko, aby zmieściło się jeszcze więcej benzyny). Podsumowując – Peruwiańczycy czasu nie liczą.

Trasa

Z racji tego, że chcieliśmy wydać możliwie jak najmniej pieniędzy na tę wyprawę, nasza trasa, a właściwie jej główne punkty, wyglądała tak:

Cuzco –> Santa Teresa (bus) –> Hydroelektrownia (bus) –> Aquas Calientes (pieszo) –> nocleg –> Machu Picchu (autobus)

Omówimy teraz jej poszczególne etapy.

Droga do Santa Teresa prowadzi przez góry. Przejazd trwa około 6 godzin. Jest to spowodowane po pierwsze – stanem drogi (nie zawsze jest asfalt, czasem przecina ją strumień górski), po drugie tym, jak ona wygląda. To głównie naprawdę wąskie serpentyny, z jednej strony ograniczone skałami, z drugiej przepaścią (zbyt częste spoglądanie przez okno grozi zawrotami głowy). Chwilami było tak wąsko, że nie było szans, żeby zmieściły się obok siebie dwa auta. Ogromnym plusem są naprawdę rewelacyjne widoki.

Po krótkim postoju w Santa Teresa wyruszyliśmy do Hydroelektrowni (około godzina jazdy). Tam kończy się droga samochodowa. Dalej można wybrać dwie opcje. Pierwsza to pociąg, niestety dość drogi. Druga to 11-kilometrowy spacer wzdłuż torów. Wybraliśmy opcję drugą. 11 kilometrów to nie jest dużo, jednak fakt, że poprzednie sześć godzin spędziliśmy w podróży, na plecach nieśliśmy plecaki, a powietrze stało się dość wilgotne sprawił, że do Aquas Calientes dotarliśmy mocno zmęczeni.

Następny dzień to pobudka o 5 rano, szybkie śniadanie i rozpoczęcie ostatniego etapu wyprawy na Machu Picchu. Można tam wejść samemu (około 1,5h) albo wjechać autobusem. Wybraliśmy autobus. Jak wygląda ten transport? Otóż wychodzicie z hostelu i widząc (zaskoczeni) ogromną kolejkę ustawiacie się grzecznie na końcu. Autobusy podjeżdżają jeden po drugim i zabierają ludzi na górę. Biletu nie kupicie w autobusie, trzeba się w niego zaopatrzyć wcześniej. I jeśli myślicie, że o 6 rano kolejki nie będzie – mylicie się. Na szczęście wszystko przebiegało dość sprawnie i 40 minut później byliśmy już w drodze na spotkanie naszego marzenia z dzieciństwa.

Machu Picchu

Miasto Inków jest niesamowite. Zbudowane z pieczołowitością i precyzją, bez zbędnych ozdób. Dodatkowo jest pełnie praktycznych rozwiązań i można powiedzieć, że zostało wkomponowane w górę, na której je stworzono. Przy okazji ciekawa rzecz – przeczytaliśmy, że to miasto inkaskie zbudowane zostało na planie kondora.

Wiedzieliśmy, że Machu Picchu jest duże, jednak nie spodziewaliśmy się, że to aż tak spory teren. Spędziliśmy tam kilka godzin, ale gdybyśmy zostali jeszcze dłużej zdecydowanie mielibyśmy co robić. Kiedy weszliśmy na teren ruin była bardzo gęsta mgła, która z jednej strony dużo zasłaniała, z drugiej – tworzyła niesamowity klimat. Podniosła się ona około godziny 9 i mogliśmy zobaczyć miasto w całej okazałości. Jest tam co oglądać.

Most Inków – to bardzo wąski szlak z jednej strony ograniczony pionową skałą, a z drugiej – zupełnie niczym – po prostu jest przepaść. Ze względów bezpieczeństwa zamknięto przejście i nie można już wejść na sam most. Ciekawe jest to, że w pewnym momencie skalny szlak za mostem się urywa, prowadzi do nikąd, co jest dziwne, gdyż Inkowie ponoć nie budowali niczego bez powodu. Niektórzy snują teorię, że szlak prowadził do tunelu w skale, a ten do zaginionego złotego miasta:)

Tarasy rolnicze – olbrzymie, zbudowane piętrowo tarasy uprawne są dowodem na świetną organizację Inków. Sadząc swoje uprawy na różnych stopniach przyzwyczajali je do wysokości.

Świątynie – jest ich kilka na terenie Machu Picchu; mamy świątynię Kondora, Słońca, Główną i Trzech Okien. Z tej ostatniej można oglądać panoramę szczytów okalających Machu Picchu

Kamienne uliczki – wąskie, pełne schodów i zakrętów. Można po nich krążyć godzinami.

Góra Machu Picchu – największą zaletą jest piękny widok na ruiny (o ile nie ma mgły).

Huayna (Wayna) Picchu –  góra, którą możecie zobaczyć na niemal wszystkich zdjęciach w przewodnikach lub artykułach podróżniczych, ponieważ wznosi się nad Machu Picchu i jest tłem dla tego miasta. Żeby na nią wejść potrzebny jest osobny bilet. Nam nie udało się ich zakupić. Obecnie dzienny limit wejść to 400 osób. Z tego, co słyszeliśmy taką decyzję podjęto, aby ograniczyć liczbę wypadków podczas wejść. Wspinaczka jest ponoć bardzo męcząca, ale widoki wynagradzają wszystko. Dodatkowo – tam również znajdują się inkaskie ruiny. Od poznanej Peruwianki dowiedzieliśmy się, że jeszcze kilka lat temu przy wejściu na tę górę trzeba było podać namiary do osoby, którą trzeba by było powiadomić w razie upadku ze szlaku.

Lamy – te zwierzęta to instytucje. Na terenie Machu Picchu każda ma swój klips z numerkiem i swój kawałek trawy do obgryzienia. Oczywiście każda z nich to gwiazda, do której ustawiają się kolejki chętnych na zdjęcie.

Informacje praktyczne

Bilety – Bilety na Machu Picchu nie są dostępne przy samym wejściu na teren inkaskiego miasta. Trzeba jest kupić wcześniej, np. w Cuzco. Należy przy tym podać dokładną datę wycieczki. My byliśmy przed sezonem i nie mieliśmy problemu, jednak od czerwca do sierpnia trzeba to załatwić z nawet dwutygodniowym wyprzedzeniem. Jeśli chodzi o bilety na Huayna Picchu – ze względu na limitowane wejścia radzimy się w nie zaopatrzyć dużo, dużo wcześniej.

Droga do – jest kilka opcji na dostanie się z Cuzco do Machu Picchu, m.in.:

  1. Wykupienie wycieczki w agencji turystycznej (wybierajcie tylko te sprawdzone, polecane w przewodnikach lub przez hotele)
  2. Wykupienie biletu na pociąg, trasa Cuzco – Aquas Calientes
  3. Trekking, np. Inka Trail (4 dni)– ponoć jeden z najpiękniejszych szlaków trekkingowych. Samotna wędrówka jest niemożliwa. Bilety należy kupić około 4 miesięcy przed wyprawą (liczba miejsc mocno ograniczona).
  4. Nasza opcja: dojazd do hydroelektrownii (za Santa Teresa) busem/taksówką (40 soli), a następnie:

–  przesiadka w pociąg do Aquas Calientes (najtańsze bilety, rezerwowane z wyprzedzeniem, od ok. 60 dolarów)

– spacer wzdłuż torów (11km) aż do Aquas Calientes (za darmo:))

Godziny zwiedzania – im wcześniej, tym lepiej (wschód słońca na górze musi być niesamowitym przeżyciem, na które my nie zdążyliśmy). Kolejnym plusem wczesnego startu jest mniejsza liczba turystów. I jeszcze jeden – im później, tym goręcej.

Prowiant – polecamy wziąć wodę i przekąski ze sobą. Podczas kilkugodzinnego zwiedzania przyda się uzupełnienie kalorii ( na terenie inkaskich ruin nie ma sklepów).

Bagaż – na teren Machu Picchu nie wolno wnosić dużych plecaków i toreb. Jeśli będziecie mieli takowe przy sobie, będziecie musieli zostawić je w przechowalni koło wejścia głównego.

Nocleg w Aquas Calientes

Machupicchu Royal B&B– niedrogi (jak na ceny w tej miejscowości), bardzo schludny i czysty hostel. Kiedy my tam byliśmy na recepcji pracowała najbardziej pozytywna i uśmiechnięta dziewczyna w całym Peru:)

Reklamy

9 uwag do wpisu “Peru po raz czwarty –Machu Picchu

  1. Bogusław Nawrocki

    Most Inków, przejścia niema…W lipcu 1987 roku tym szlakiem zeszliśmy na dół, do hydroelektrowni, której szefem był wykształcony w Poznaniu, dr Roberto de’ Rivas, mąż Teresy M. mojej wybawicielki z choroby wysokościowej…

    Polubione przez 3 ludzi

  2. Inca Trail jest warte wczesnej rezerwacji i sporych kosztów .. my wyruszyliśmy z Llama Path i było wspaniale .. dobrze dbają o swiich ciężko pracujacych ludzi .. płacąc im zasilamy też lokalną ludność z Inca Trail wchodzi się do MP przed świtem .. wyruszyliśmy o 4 rano z ostatniego obozu .. po drodze jest wiele niesamowitych ruiin Inków zupełnie pustych … https://peregrinopl.wordpress.com/…/07/30/inca-trail-peru/

    Polubione przez 1 osoba

    1. martamiejsca

      Bardzo żałujemy, że nie udało nam się dostać biletów na Inca Trail. Jeśli kiedyś wrócimy do Peru to zobaczenie tego szlaku i Cordillera Blanca będą głównym powodem:)
      Widzieliśmy Twój post – bardzo ładne zdjęcia! Tym bardziej nam żal, że tego nie zobaczyliśmy

      Polubione przez 1 osoba

      1. Niestety Inca Trail trzeba rezerwować wiele miesięcy wcześniej … Życzę Wam w aby się udało za następnym razem .. my też chcielibyśmy powrócić i tym razen wyruszyć w kierunku Hurarez i Blanca :^)

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s