Peru po raz piąty – Ica

Oaza Huacachina

W tym poście chcielibyśmy wam opowiedzieć o mieście, które samo w sobie nie wydało nam się ani ciekawe, ani piękne, ani wyjątkowe (być może nie zwiedziliśmy go wystarczająco dokładnie). Dlaczego więc spędziliśmy kilkanaście godzin w  średnio wygodnym autobusie, żeby dojechać z Cuzco do Iki? Powodów jest kilka.

Winiarnia Tacama – jedna z największych winiarni w tym regionie. Położona kilka kilometrów za miastem, można do niej niedrogo dojechać taksówką. Jeśli chcecie zwiedzić winiarnię – macie taką możliwość. Tacama oferuje darmową wycieczkę po obiekcie, podczas której posłuchacie o historii tego miejsca, procesie tworzenia wina i wszystkich ciekawostkach dotyczących tego napoju. Ale najlepsze czeka na was po tej wycieczce – dostajecie do degustacji kilka kubeczków wyprodukowanych w Tacamie trunków:) Można też zakupić kilka butelek na własność, co zrobiliśmy zaraz po degustacji. Bodega Tacama, Camino Real S/N, La Tinguiña

Oaza Huacachina – sprawia wrażenie, jakby leżała na zupełnym odludziu, a znajduje się zaledwie kilka kilometrów za Iką. Wygląda jak oazy, które możemy oglądać w filmach – niewielkie jezioro, które otaczają palmy i góry piasku. Niestety przez mało rozsądne gospodarowanie wodą poziom jeziora obniżył się i trzeba go sztucznie uzupełniać. Z tego, co wiemy, nie wolno się tam też kąpać ze względu na pogorszenie się czystości wody.

Huacachinę zamieszkuje około 100 osób. Jeśli chcecie tam nocować, nie ma z tym problemu – w oazie znajdują się bazy noclegowe oraz kluby i restauracje. Nie opiszemy wam jak, co i za ile, ponieważ nocowaliśmy poza oazą, ale o tym później.

Buggy – nie wiem, czy ktoś z was jest fanem Top Gear. My (zwłaszcza Marta) jesteśmy. Za każdym razem, gdy oglądaliśmy szaleństwa Hammonda, Clarksona i Maya zazdrościliśmy im niesamowicie. A potem wsiedliśmy do buggy. To była nieziemska frajda! Buggy to samochód na mocnym zawieszeniu,  z grubymi oponami i ze stalową klatką zamiast dachu – idealny do jeżdżenia po wydmach. Do naszego wsiedliśmy razem z szóstką innych turystów oraz kierowcą. Pojazd jeździł z szaloną prędkością, ostro skręcał i obwoził po najbardziej stromych wydmach. Kiedy wjeżdżaliśmy na jedną, przed sobą mieliśmy kolejną, jeszcze bardziej stromą. I kiedy myśleliśmy że nie, na tę na pewno nie da rady wjechać – wjeżdżaliśmy. Niesamowite uczucie, świetna zabawa, a dodatkowo krajobrazy jak na Tatooine, albo z Mad Maxa. Można krzyczeć ile wlezie (co robiliśmy) i totalnie zapomnieć, ile się ma lat. Przejażdżka trwała dwie godziny i zakończona była oglądaniem zachodu słońca na pustyni.

Sandboarding –  kolejne pustynne szaleństwo. To zjazd na desce do snowboardingu z najbardziej stromych wydm. Poznaliśmy dwie techniki – like a pro i na mięczaka. Jeśli jeździliście kiedyś na snowboardzie, możecie dostać profesjonalne buty, deskę i z gracją, na stojąco zjeżdżać z wydm wzbudzając podziw i szacunek. Z naszych obserwacji wynika, że nie jest to proste, nawet dla ludzi obeznanych w temacie. My wybraliśmy opcję drugą, która polegała na położeniu się na desce na brzuchu i zjeżdżaniu w tej mało atrakcyjnej pozycji. Po kilku zjazdach, jakie udało nam się zaliczyć, możemy powiedzieć – sandboarding to szał! Za pierwszym razem wydawało nam się, że utkniemy z twarzą w piasku, ale potem nie mogliśmy się doczekać kolejnego zjazdu. Oczywiście po wszystkim piasek trzeba wytrzepywać z siebie przez długi czas, a najlepiej po prostu wziąć prysznic. Polecamy wziąć ze sobą okulary słoneczne i mieć je na sobie podczas zjazdów (piasek nie wpadnie do oczu), a także nie otwierać szeroko buzi.

Tak wygląda sandboarding w wykonaniu Marty:

Nasz sandboarding połączony był z przejażdżką na buggy – kierowca zatrzymywał się na co bardziej stromej wydmie, woskował deski i spychał nas na dół.

Bilety załatwiliśmy w jednym z hoteli w Huacachinie. Warto mieć dodatkowe kilka soli na napiwek dla kierowcy.

Nocleg

La Huaca – to zdecydowanie najlepszy nocleg, jaki mieliśmy w Peru. Leży poza Iką i Huacachiną, trochę na odludziu, w niewielkiej wiosce. Mieliśmy problem z dostaniem się tam, gdyż żaden taksówkarz, z którym rozmawialiśmy nie kojarzył tego miejsca (jeden obwiózł nas nawet po bocznych uliczkach Iki, po czym stwierdził, że jednak nie wie, co dalej). Jeśli zdecydujecie się na ten nocleg, polecamy poprosić gospodarzy o wysłanie po was taksówki – to najlepszy i najbezpieczniejszy sposób na dostanie się do La Huaca. Na miejscu dostaliśmy do dyspozycji bungalow (pokój z łazienką), basen, leżaki, ciszę i spokój – czyli wszystko, co potrzebne do relaksu. Dodatkowo codziennie rano czekało na nas pyszne śniadanie, a później jeszcze pyszniejszy obiad. Byliśmy jedynymi gośćmi La Huaca. Gospodarze powiedzieli nam, że głównymi klientami są u nich Peruwiańczycy, u których sezon zaczyna się pod koniec czerwca. Wtedy mają zarezerwowanych większość terminów. La Huaca, Prolongación Tacna Sin Número, Ica

Bardzo, bardzo polecmy La Huace. Jeśli chcecie się zrelaksować, odpocząć, zjeść smaczny obiad o to zdecydowanie miejsce dla was. Jeśli natomiast jesteście w nastroju na imprezę – wybierzcie nocleg w Huacachinie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s