Sudety zimą – dwie propozycje weekendowych wycieczek

20160116_110542

Ponoć stary model turystyki górskiej odchodzi do lamusa – z powodu zaniku transportu lokalnego coraz trudniej robić parodniowe trasy i kończyć wycieczkę wiele kilometrów dalej od miejsca początkowego. Na szczęście w Ziemi Kłodzkiej nie jest jeszcze tak źle i Pawłowi wraz z kolegami udało się zrealizować w tym roku dwie takie oldschoolowe wycieczki w piękne i puste zimowe Sudety. Oto relacje Pawła i zarazem propozycje spędzenia aktywnego weekendu na Dolnym Śląsku.

Wycieczka pierwsza – Góry Stołowe

Wyjechaliśmy pociągiem z Wrocławia o 18:00 i po przesiadce w Kłodzku dwie i pół godziny później byliśmy w Dusznikach. Stąd prowadzą dwa szlaki (żółty i niebieski) do schroniska „Pod Muflonem”, gdzie mieliśmy pierwszy nocleg. Wtedy po raz pierwszy przydały się czołówki. Na miejscu okazało się, że jesteśmy tego dnia jedynymi gośćmi. Następnego dnia wstaliśmy wcześniej i ok. 7:30 wyszliśmy w trasę. Przeszliśmy z powrotem przez Duszniki i rozpoczęliśmy wędrówkę do Karłowa. Mieliśmy trzy opcje. Wybraliśmy najdłuższą, żółtym szlakiem (według mapy 7 godzin). Szlak prowadził częściowo górskimi wioskami, ale też przesz Wielkie Torfowisko Batorowskie i Skalne Grzyby – unikatowe w skali kraju formacje z piaskowca. Śniegu było sporo, a temperatura cały czas na minusie – zamarzała nam nawet woda niesiona w plecaku. Góry były piękne i puste. Przez całą drogę spotkaliśmy tylko jednego biegacza, jednego Czecha na biegówkach i kilkuosobową rodzinę. Ale większość drogi szliśmy po nietkniętym śniegu, który opóźniał marsz i wyszło nam prawie dwie godziny więcej niż wskazywała mapa. Do Karłowa dotarliśmy o zmierzchu. Posililiśmy się w jedynej czynnej knajpie (smakowało fantastycznie, ale może to kwestia całego dnia łażenia) i już po ciemku, w czołówkach weszliśmy na Szczeliniec – cel naszej wyprawy. Tamtejsze schronisko jest jednym z raptem kilku w Polsce, do którego nie można dojechać samochodem, a zaopatrzenie wysyła się towarową kolejką linową. Widoki ze skalnych tarasów zapierają dech w piersiach. Plus uczucie oderwania od cywilizacji w samych środku Parku Narodowego Gór Stołowych 🙂 Następnego dnia mieliśmy do wyboru powrót do Dusznik krótszą drogą, ale zdecydowaliśmy się na trasę przez Pasterkę, Radków i Wambierzyce do Ścinawki Średniej, gdzie wsiedliśmy w pociąg do Wałbrzycha. Również wyszliśmy wcześnie, by zjeść śniadanie w schronisku w Pasterce o ósmej rano. Stamtąd poszliśmy żółtym szlakiem na Radków. Wrażenie zrobiły na nas ruiny małej poniemieckiej wsi w środku lasu, opuszczonej w 1945 roku. W niedzielę pogoda naprawdę dopisała, wyszło słońce, choć temperatura była wciąż na minusie, co skutkowało pięknymi widokami. Tego dnia nie spotkaliśmy na szlaku nikogo.

Duszniki Zdrój PKP ⇒  Schronisko PTTK „Pod Muflonem” ⇒  Duszniki Zdrój PKP ⇒ Złotno ⇒ Batorów ⇒ Skalne Grzyby ⇒ Białe Skały ⇒ Przełęcz Lisia ⇒ Karłów ⇒ Schronisko PTTK „Na Szczelińcu” ⇒ Pasterka ⇒ Radków ⇒  Wambierzyce ⇒ Ścinawka Średnia PKP

Wycieczka druga – Góry Orlickie i Bystrzyckie

Pierwszy dzień wygląda tak samo jak w poprzedniej wycieczce – pociąg z Wrocławia do Dusznik i nocleg „Pod Muflonem”. Różnica była taka, że tym razem nie byliśmy sami w schronisku, odbywała się tam próba lokalnej kapeli bluesowej, która miała mieć koncert następnego dnia. Jako że byli to towarzyscy ludzie, wieczór upłynął miło, choć nie daliśmy się przekonać do zmiany planów, porzucenia wędrówek i zostania na sobotnim koncercie. Następnego dnia wyszliśmy wcześnie, lecz w odróżnieniu od poprzedniej wyprawy, poszliśmy niebieskim szlakiem w kierunku Spalonej. Było to o tyle dobre, że nie musieliśmy tracić wysokości, z takim trudem zdobytej w piątek 🙂

Pustym szlakiem szliśmy przez dwie godziny, następnie odbiliśmy zielonym w stronę Zieleńca przez torfowiska. Po 3,5 godziny od wyjścia z „Muflona” dotarliśmy do schroniska „Orlica” w Zieleńcu. Co do samego obiektu nasze odczucia były bardzo mieszane, więcej o tym niżej. Tutaj mieliśmy zarezerwowany nocleg, więc zostawiliśmy rzeczy, odpoczęliśmy i ruszyliśmy zdobywać główny cel wyprawy, czyli Wielką Desztnę, najwyższy szczyt Gór Orlickich, znajdujący się po czeskiej stronie. Niestety, od tego momentu szlak był bardzo zatłoczony, choć głównie przez narciarzy. Szlak z Zieleńca do Czech prowadzi stokiem narciarskim i nie jest najlepiej oznaczony, więc przejście bywało stresujące. Po czeskiej stronie natomiast roiło się od ludzi w biegówkach. Wielka Desztna okazała się polaną, dodatkowo niskie chmury utrzymujące się cały weekend pozbawiły nas widoków. Najjaśniejszym punktem  tej części wyprawy było dobre czeskie piwo i jedzenie w schronisku „Masarykova Chata”. Wróciliśmy do Zieleńca już o zmierzchu. Kupiliśmy tam piwo i regenerowaliśmy siły po ciężkim dniu.

Niedziela również wyszła ambitnie, odpuściliśmy najkrótszą drogę, czyli zielony szlak do Polanicy Zdrój. Postanowiliśmy przejść głównym szlakiem sudeckim (czerwonym) do Długopola. Pierwsze dwie godziny szlak prowadzi wzdłuż drogi (tzw. autostrady sudeckiej), z czego część jest bardzo ruchliwa. Było to stresujące szczególnie z powodu mgły. Jednak potem ruch się uspokaja, a następnie szlak schodzi z drogi i wiedzie przez las. Śniegu było miejscami tak dużo, że musieliśmy zmieniać się na pozycji prowadzącego, który wydeptuje drogę. Bardzo meczące było ostatnie podejście pod przełęcz Spaloną wzdłuż wyciągu narciarskiego. Na szczęście w schronisku PTTK „Jagodna” na przełęczy można było posilić się „omletem drwala” i piwem (np. Opatem pieprzowym) i szybko zregenerować siły. Ze schroniska droga wiedzie dalej przez autostradę sudecką, ale już jej nieuczęszczanym zimą fragmentem, a następnie odbija w las i przez malowniczą miejscowość Ponikwa. Za nią tylko jedno wzgórze i urocze miasteczko sanatoryjne – Długopole Zdrój. Tam wsiedliśmy w pociąg powrotny. Tego dnia na szlaku nie spotkaliśmy ani jednego turysty. Przez cały weekend towarzyszyła nam mgła, więc trudno mówić o widokach, ale klimat był niesamowity.

Duszniki Zdrój PKP ⇒  Schronisko PTTK „Pod Muflonem” ⇒  Rozdroże pod Bieściem ⇒ Torfowisko Pod Zieleńcem ⇒ Schronisko PTTK „Orlica” ⇒  Šerlich i schronisko „Masarykova Chata” ⇒  Wielka Desztna ⇒ „Masarykova Chata” ⇒  Schronisko PTTK „Orlica” ⇒  Lasówka ⇒ Rozdroże Pod Uboczem ⇒ Schronisko PTTK „Jagodna” ⇒ Ponikwa ⇒ Długopole Zdrój PKP

Miejsca w Sudetach

Schronisko PTTK „Pod Muflonem” – typowe schronisko górskie, z bardzo tanim noclegiem (20zł od osoby w pokoju trzyosobowym), tanim piwem, dobrą  gulaszową i bardzo miłym właścicielem, który ma ambicje rozkręcenia  go kulturalnie (koncerty i wystawy). Bardzo polecamy, jest tylko jeden mały minus, czyli śniadania dopiero od dziesiątej.

Zajazd Karlsberg w Karłowie – może obsługa nie jest najsympatyczniejsza, ale jedzenie dobre i często jest to jedyne czynne miejsce w tej wiosce poza sezonem

Schronisko PTTK „Na Szczelińcu” – trudno o drugie równie klimatyczne miejsce. Widoki, oddalenie od cywilizacji, miła obsługa. Wysoki standard, co pociąga też wyższą cenę.

Schronisko PTTK „Pasterka” – nie spaliśmy tam, ale jedliśmy pokrzepiającą jajecznicę. Duży plus – śniadanie od ósmej.

Schronisko PTTK „Orlica” – na plus trzeba policzyć niezły standard w pokojach i przystępną cenę jak na tę turystyczną miejscowość (40zł od osoby za pokój trzyosobowy z pościelą). Na minus – łazienki, niesympatyczna obsługa, która myli się w zamówieniach i trudno potem dojść swoich racji, bo nie mają zwyczaju wydawać paragonów. Najgorsza niestety była noc, bo nocujący tam snowboardziści postanowili zrobić głośną imprezę na korytarzu do czwartej nad ranem. Obsługa nie reagowała. Do tego, mimo że jest to obiekt PTTK, turyści nie mogą wynajmować pojedynczych łóżek, trzeba wziąć cały pokój.

„Masarykova Chata” – czeskie schronisko na wysokości 1000 m. n.p.m. Dobre jedzenie i piwo, można płacić złotówkami.

Schronisko PTTK „Jagodna” – klimatyczne miejsce z dobrym jedzeniem (w zimie na uwagę zasługuje wyjątkowo kaloryczny omlet drwala, a w lecie racuchy z jagodami – porcje ogromne).

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Sudety zimą – dwie propozycje weekendowych wycieczek

  1. O raju, ale bomba, na pewno przydadzą się te trasy! Ale raczej latem, bo zimy nie znoszę (ne tylko w górach). I Sudety, ah, jestem z Warszawy, ale moja mama wychowywała się w Dzierżoniowie, więc deptałam Sudety od dziecka 🙂
    Świetny blog, aż mi się zachciało jechać w góry tak o, już, teraz 😀

    Polubione przez 1 osoba

  2. Pingback: Długopole Zdrój – Inne miejsca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s