Jeden dzień w Górach Jastrzębich

Góry Jastrzębie nie należą do najbardziej znanych pasm Sudetów. Trzeba przyznać, że gdyby nie Korona Sudetów, to nieprędko te górki trafiłyby na nasz blog. Jednak to właśnie chęć zdobycia najwyższego szczytu, Žaltmana, sprawiła, że Paweł zaproponował tam krótką wycieczkę. Trochę przypadkiem wyszła bardzo ciekawa i wyjątkowo zróżnicowana trasa. Poniżej pomysł na jednodniowy wyjazd, który Paweł zrealizował wraz z kolegami w połowie lipca.

trasa

Wyruszyliśmy po godzinie dziewiątej rano z Teplic nad Metuji, gdzie dotarliśmy samochodem. Zostawiliśmy go na darmowym parkingu w centrum miejscowości, blisko stacji kolejowej, gdzie mieliśmy zamiar zakończyć wycieczkę parę godzin później. Już przy samym parkingu widoczne były oznaczenia szlaków niebieskiego i zielonego, które prowadziły nas przez miasteczko. Zrobiliśmy jeszcze zakupy w sklepie i skręciliśmy na szlak zielony. Szybko nabieraliśmy wysokości i po chwili doszliśmy do skrzyżowania z niebieskim. Do miejscowości Skaly można dojść zarówno niebieskim jak i zielonym szlakiem, my wybraliśmy ten pierwszy wariant, bo był krótszy. Początkowo trasa wiodła przez las i łąki, z ładnymi widokami na horyzoncie, by po chwili dołączyć do wyasfaltowanej drogi Teplice-Skaly-Jivka. Ruch był minimalny, szło się dobrze, a przed samymi Skalami przy jeziorku zrobiliśmy postój na posiłek. Za wioską zmieniliśmy szlak na czerwony, który odbija w polne i leśne drogi, po czym wraca na asfalt, by dojść do kolejnych miejscowości (Studnice i Jivka). Teren jest tam raczej pagórkowaty i niezbyt wymagający. Czeskie wioski wyglądały dość sielankowo. Szlak był pusty, spotkaliśmy tylko rowerzystów, którzy okazali się być Polakami.

Dopiero kawałek za Jivką szlak nieoczekiwanie skręca na łąki, a teren staje się coraz bardziej pofałdowany, choć wciąż trudno nazwać trasę górską. Trasa wiedzie polami, bez żadnego cienia i zawiera niespodziankę – elektrycznego pastucha. Poradziliśmy sobie jakoś i kontynuowaliśmy drogę. Od tego momentu szlak wiedzie przez lasy. Minęliśmy stanice harcerską i kempingi położone przy urokliwych górskich jeziorkach. Po kilku kilometrach szlak zaczyna wspinać się na masyw Kolčarki i robi się w końcu całkiem górsko. Podejście jest dość strome, a gdy dotarliśmy prawie pod szczyt zmieniliśmy szlak na zielony, który prowadzi grzbietem aż do Žaltmana, celu naszej wyprawy.

Największą atrakcją tej części drogi były bunkry, których naliczyliśmy około dwudziestu. Ciągną się wzdłuż drogi grzbietowej, raz po lewej, raz po prawej. Były częścią przedwojennego systemu umocnień, który miał chronić Czechosłowację przed hitlerowskimi Niemcami, jednak nie został nigdy użyty. Bunkry były w dobrym stanie, widać, że ktoś o nie dba. Po przyjemnym spacerze dotarliśmy do parkingu pod Žaltmanem i tu w końcu zaczęli się pojawiać inni turyści. Czekało nas jeszcze ostatnie podejście i byliśmy pod samym szczytem. By dotrzeć na wierzchołek trzeba zejść kilkaset metrów ze szlaku, ale są oznaczenia. Na szczycie jest metalowa wieża widokowa, z której roztaczają się piękne widoki, między innymi na Karkonosze. Od tego momentu dość szybko zeszliśmy do schroniska Jestřebi Bouda. Zatrzymaliśmy się tam tylko po pieczątki i poszliśmy dalej do wstępnego celu naszej wyprawy – wioski Radvanice, gdzie chcieliśmy zjeść obiad i wsiąść w pociąg do Teplic.

Jak się okazało, pod schroniskiem zgubiliśmy szlak i zaczęliśmy schodzić drogą rowerową, ale wyszło na to samo i szybko znaleźliśmy się w Radvanicach. Pociągi do Teplic w niedziele jeżdżą co dwie godziny, chcieliśmy zjeść obiad i pojechać vlakiem o 15:50. Byliśmy tam na tyle wcześnie, że wciąż mieliśmy szanse na ten o 13:50, a dwie mijane restauracje okazały się nieczynne (jedna z powodu urlopu, druga otwierała się później). Postanowiliśmy się pośpieszyć i zjeść obiad w Teplicach. Niestety, padliśmy ofiarami różnic międzykulturowych – bez sprawdzania mapy pędziliśmy szlakiem, miejscami nawet biegnąc, lecz nie prowadził on na stację, co jest żelaznym punktem szlaków w Polsce! Tutaj trzeba pozostać na głównej drodze i minąwszy skręt szlaku podejść jeszcze z pół kilometra. My o godzinie odjazdu pociągu dotarliśmy do torów kawałek dalej i zobaczyliśmy mijający nas pociąg. Musieliśmy głupio wyglądać.

Po rzucie oka na mapę podjęliśmy szybką decyzję – idziemy dalej szlakiem czerwonym, by po trzech kilometrach dotrzeć do miejscowości Janovice u Trutnova, gdzie możemy złapać następny pociąg, a jest szansa na obiad. Trasę prowadzącą przez las i skraje polan czy łąk minęliśmy bardzo szybko bez zachwycania się widokami. Decyzja okazała się słuszna – w Janovicach, mimo że mniejszych od Radvanic, otwarta była knajpka, gdzie mogliśmy napić się zasłużonego piwa i zjeść smażony ser. Mieliśmy mało koron, ale na szczęście dało się płacić kartą. Posililiśmy się i bez problemu zdążyliśmy na kolejny pociąg. Przejazd vlakiem był atrakcją samą w sobie – linia kolejowa objeżdża Park Krajobrazowy Broumovsko (w tym Skalne Miasto), zapewniając świetne widoki.

Cała trasa wyniosła ponad 21 kilometrów, zajęła nam trochę ponad pięć godzin. Tempo mieliśmy niezłe, bo mapy.cz szacują tę drogę na prawie siedem godzin chodzenia 🙂

Teplice nad Metuji ⇒ Nad Kamencem ⇒  Skaly ⇒  Pod Kolčarkou ⇒  Jestřebi Bouda ⇒  Radvanice (Janovice u Trutnova)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s